Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Adam aka maccacus z miasteczka Szczecin. Mam przejechane 37039.83 kilometrów. Jeżdżę z prędkością średnią 27.27 km/h i ciągle mi mało...
Więcej o mnie.

Follow me on Strava

2017 button stats bikestats.pl



W poprzednich odcinkach:

2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy maccacus.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dane wyjazdu:
97.80 km 0.00 km teren
02:28 h 39.65 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg:162 ( 81%)
Podjazdy:568 m
Kalorie: kcal

I Choszczeński Klasyk Szosowy

Sobota, 23 września 2017 · dodano: 11.10.2017 | Komentarze 0

Ostatnia gonka w sezonie 2017. Wyścig organizowany przez zaprzyjażniony 2x3 Racing Team więc "przez pasjonatów dla pasjonatów". Zapowiadało to dobry poziom sportowy i prawdziwą kolarską ucztę a to wszystko rzut beretem od Szczecina.
W sobotni poranek zapakowałem się więc w auto i samotnie ruszyłem do Choszczna. Całą drogę było sucho, chociaż pochmurnie. Dopiero na rogatkach Choszczna zaczęło kropić i tak kropiło już najbliższe 2h. W zasadzie było mi to tak bardzo wszystko jedno - w tym sezonie wszystkie starty wspólne odbywały się w warunkach deszczowych przy niskich temperaturach. 

Pakiet startowy skromny ale nie po pakiet tu przyjechaliśmy a niskie wpisowe w pełni go rekompensowało. Start odbył się planowo chociaż początkowy odcinek trasy został zmieniony ponieważ orgowie podczas objazdu przedstartowego zauważyli plamę oleju na długości ok. 2 km. Miło, super, że tak zadbali o bezpieczeństwo uczestników. 

O godzinie 11:00 ruszył start honorowy. Auto dyrektora wyścigu wyprowadziło peleton z Choszczna po czym nastąpił start ostry. Czołówka od razu zaciągnęła i po kilku szarpnięciach uformowała się grupa zasadnicza. Z niej, po zaledwie kilku kilometrach, oderwała się 5 osobowa ucieczka, która szybko zaczęła zyskiwać kolejne sekundy przewagi. Ja spokojnie obserwowałem sytuację i starałem się trzymać w bliżej czuba i oceniałem dyspozycję. Nie było źle, z każdą minutą czułem się coraz lepiej to też gdy dojechaliśmy do Recza i pierwszej premii górskiej postanowiłem się trzymać w czołówce. Po skręcie na podjazd poszło mocniejsze tempo i zasadniczą część podjazdu pojechałem w grupie pierwszych kilkunastu zawodników. Dopiero na wypłaszczeniu, gdy tempo się trochę poluzowało kilku z czołówki znów szarpnęło i rozerwało pociąg. Ja i kilku kolarzy rzuciliśmy się w pogoń za atakującymi ale wywaliło mi kontrolki więc siadłem na koło zawodnika 2x3, chwilę odetchnąłem, zmieniłem go i równym mocnym tempem kontrolowaliśmy kilkunastometrowy odjazd. Po kilku sekundach dojechał nas czub peletonu, który naciągnął się na premii i daliśmy popracować innym. Chwilę później harcownicy zostali dogonienie i znów ławą cięliśmy kolejne kilometry. Co jakiś czas ktoś próbował ataków ale grupa już nikogo nie puszczała i wszystkich trzymała na krótkiej smyczy a wszelkie akcje było szybko kasowane. Mi także zapalił się tryb ucieczki wiec spróbowałem swoich sił markując odjazd bardziej dla podbicia tempa zasypiającej grupy niż z faktycznym zamiarem urwania się. Zabrał się za mną Marcin ale po kilkuset metrach peleton złapał nas bez większego trudu. Dalszą część wyścgi przejechałem w okolicach czuba. Na drugiej rundzie przy drugiej premii górskiej znowu postanowiłem być w ścisłej czołówce. Znów na wypłaszczeniu się porwało, znów skoczyłem ale tym razem nogi dostały o wiele bardziej i z niemałym trudem udało mi się złapać po tej akcji do wyprzedzającego mnie peletonu. Po chwili dorwały mnie skurcze a grupa w tym czasie zaczęła rozkręcać. Bolało, bolało, bolało ale jakos się przemogłem i utrzymałem mocne tempo. Ostatnie 30 kilometrów to już oszczędzanie sił aby znów nie złapały skurcze. Ostatnie kilkanaście kilometrów przedzierałem się sukcesywnie do przodu z myślą o finiszu. Najłatwiej było bokami choć było to ryzykowne ze względu na stojące na poboczu auta i ogólnie ryzyko wypchnięcia przez peleton. No i tak też się stało. W pewnym momencie zrobiło się bardzo ciasno, grupa zaczęła się rozchodzić na boki i zabrakło dla mnie asfaltu. Miałem do wyboru walczyć na łokcie i ryzykować wywrotkę sporej części peletonu albo dać się wyrzucić na trawiaste pobocze. Wybrałem to drugie. Gdy koła złapały trawę szaleńczo walczyłem o równowagę i delikatnie wyhamowywałem. Wyprzedziło mnie kilkudziesięciu zawodników i na asfalt wskoczyłem z powrotem na tyłach grupy. Cała praca o wywalczenie pozycji poszła w piz.... Do metu już niedaleko i wiedziałem, że nie dam rady dopchać się już na pierwsze pozycje. Wywalczyłem ile się dało i w sumie to nawet specjalnie nie zafiniszowałem bo meta była na tyle słabo oznaczona, że zauważyłem ją dopiero kilkanaście metrów przede mną.

Ostatecznie finiszowałem na 34 miejscu OPEN i 8 w kategorii.
Wynik nie powala ale wiem, że pod nogą było, sprinty lubię więc gdyby nie te pechowe pobocze mogłem powalczyć o być może nawet pierwszą 15-stkę OPEN. Cały wyścig znakomicie dawałem sobie radę w peletonie, kontrolowałem tempo i nawet trochę pojeździłem z przodu. Premia górska przejechana w czubie co potwierdza moje tegoroczne odczucia, że dobrze się czuje na naszych hopkach i odpowiadają mi takie podjazdy. Krótko mówiąc zabrakło trochę szczęścia. Zaostrzyło to jednak mój apetyt na przyszłoroczne starty :)




Kategoria Wyścigi



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa zejez
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]