Przez cały tydzień z utęsknieniem czekałem na sobotę aby w końcu wsiąść na rower i pokręcić. Niestety prognozy nie zapowiadały wymarzonej aury na rowerowy wypad. Miałem jechać na Dobieszczyn do granicy i z powrotem z racji dość płaskiej i ładnej drogi co by się trochę rozjeździć po zimie, ale w trakcie jazdy zmieniłem zdanie i zwątpiłem w sens tej trasy hehehe. Ostatecznie dojechałem jakieś kilka kilometrów za Tanowo, tam krótki postój, napiłem się drinka z lodem z bidonu i rozpoczęłem powrót do Szczecina. Z powrotem trasa przyjemniejsza, dużo lekkich zjazdów, szybsze tempo. Na trasie spotkałem może 4-5 innych amatorów mroźnych masochistycznych wypadów na dwóch kółkach, z którymi wymieniłem dodające otuchy pozdrowienia hehe.
Zimo: WYPIE......!!!!
Niech ma fotę w terenie hehe
Gdyby nie dokuczliwy zimny wiatr, drobny śnieg i zamarznięty bidon to jechałoby się super ;)
Krótka runda na Osów. Pogoda mroźna ale słoneczna. Wiatr dał się we znaki... Forma... jaka forma?? Ale sezon dopiero się zaczyna, mam ambitny plan żeby w tym roku jakoś się wytrenować ;). Prawie całą zimę przesiedziałem w domu bo stary rower odmówił posłuszeństwa, ale teraz mam zamiar nadrobić zaległości. Na trasie było dość przyjemnie (nie licząc zadyszki jakiej dostawałem na podjazdach pod Osów;)). Do Osowa praktycznie zero rowerzystów. Przy zjeździe w kierunku Głębokiego pojawiło się więcej fanów dwóch kółek, wymieniłem kilka pozdrowień. Na zjeździe miałem okazje potestować jak się prowadzi nowy rower przy dużych prędkościach i zakrętach - jest świetnie. Jest sztywno, jest pewnie, geometria nie jest nerwowa, dobrze się składa w zakrętach. Z powrotem już wolniejszym tempem pokręciłem do centrum. Mam nadzieję, że wiosna szybko przyjdzie i będzie można pojeździć bez irytująco cieknącego nosa hehehe
Kolejny raz wybrałem się na dobrze znaną pętlę. Jechało się nieźle, wiatr umiarkowany, próbowałem w miare rozsądnie gospodarować siłami i udało się wykręcić lepszy czas niż 3 dni temu na tej samej trasie :) Mały sukces a cieszy hehehe. Wnerwia mnie za to coraz bardziej terkocząca na nawet małych wertepach kaseta. Nie wiem czy ten typ tak ma czy to oznaka zużycia, będe musiał poszukać jakiś informacji na ten temat. Poza tym drobnym mankamentem mój dość leciwy rower spisuje się dobrze, suport przestał skrzypieć, belgijskie obręcze Alesa bezboleśnie przyjmują dziury na polskich drogach a nawet mam wrażenie, że są wytrzymalsze niż jakieś "wzmacniane" koła w moim starym MTB - jednak kiedyś to się robiło sprzęt na lata...
Szybka pętla: Szczecin => Głębokie => Bartoszewo => Dobra => Głębokie => Szczecin Kilometrów trzydzieści cztery. Liczyłem na lepszy czas ale co poradzić, nie ta forma co kiedyś... może w przyszłym sezonie uda mi się obrócić w 1 godzinę :) Dobrze, że doszły moje ocieplane nogawki bo nieźle bym bez nich zmarzł. Za pare tygodni trzeba będzie pomyśleć o jakiejś bandanie/czepku pod kask i dużym zapasie chusteczek w kieszeni hehehe...
Krótki dystans dla rozluźnienia pod koniec dnia. Pogoda całkiem słoneczna ale temperatury... czuć jesień, oj czuć. Nie wiem nawet ile było stopni ale bluza kolarska plus spodenki do kolana to już stanowczo za mało, a napewno wieczorową porą :). No ale trzeba było wypróbować nową sztycę i rękawiczki hehe. Najprzyjemniej jechało mi się przed zjazdem na Bartoszewo. Asfalt gładki, płasko i... spokojnie dało radę utrzymać 36-38 km/h bez większego wysiłku. Na moim starym "MTB" takie tempo byłoby szczytem możliwości (moich i roweru) a na kolarce to czysta przyjemność. Trasa: Centrum Szczecina, Błonia, Głębokie, Bartoszewo, Dobra, Głębokie, Centrum. Trzeba pomyśleć nad ocieplanymi nogawkami i czepkiem pod kask. Ech, szkoda, że tak późno zdecydowałem się kupić ten rower... Ale dla prawdziwych diehardów sezon trwa cały rok ;]
Dzisiaj korzystając ze sprzyjającej aury ponownie wyruszyłem na szybki rajd po pracy. Nabiłem jednak mocniej opony, zatankowałem słodkie kakao rozpuszczalne i wynik (w stosunku do wczorajszej jazdy) od razu się poprawił :). Miałem nawet sympatyczny incydent z kierowcą. Jechałem dosyć rozpędzony gdy nagle 100 metrów przede mną jakieś auto próbuje włączyć się do ruchu z parkingu równoległego do jezdni. Oczywiście zauważyło mnie w lusterku ale pewnie nie przewidziało, że rower szosowy porusza się trochę szybciej niż emeryt wracający z działki. Musiałem ostro dać po klamkach i odbić do osi jezdni unikając zderzenia. Machnęłem ręką w geście niezadowolenie a tu miła niespodzianka... kierowca "przeprosił" mnie awaryjnymi :) Pierwszy raz spotkałem się z taką reakcją w stosunku do rowerzysty. Oby więcej takich :). Czekam do weekendu aby w końcu ugryźć jakiś dłuższy dystans. Mam nadzieję, że pogoda dopisze. Pozdrawiam