Wpisy archiwalne w kategorii

Rundy treningowe

Dystans całkowity:22004.34 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:767:24
Średnia prędkość:28.62 km/h
Maksymalna prędkość:67.90 km/h
Suma podjazdów:62724 m
Maks. tętno maksymalne:199 (101 %)
Maks. tętno średnie:183 (92 %)
Suma kalorii:552552 kcal
Liczba aktywności:392
Średnio na aktywność:56.13 km i 1h 57m
Więcej statystyk

Trening #14 Na kacu

Sobota, 25 czerwca 2011 · Komentarze(1)
Wczoraj zabalowałem i trochę procentów poszło także dzisiejsza kacowa dyspozycja była raczej średnia. Zaplanowałem więc lekkie kręcenie, zwłaszcza, że wiatr raczej nie pozwoliłby na bicie rekordów. A i po ostatnich wyjazdach z koxem Romkiem i koxem Krzyśkiem przydałoby mi się trochę lżejszej, relaksacyjnej jazdy ;P
Od rana niestety bolało mnie prawe kolano, prawdopodobnie zostało w jakiś tajemniczy sposób stłuczone, najprawdopodobniej w nocy, na parkiecie, kiedy byłem przekonany, że jestem jak John Travolta w "Gorączce sobotniej nocy". Stłukłem je sobie tak niefortunnie, że bolało przy pedałowaniu... no ale trudno.
Wyruszyłem o 16 i skierowałem się na Głębokie i przejście graniczne w Buku. Po kilku kilometrach ból się zmniejszył i tak sobie kręciłem starając się nie wychodzić powyżej tlenu. Wiatr cały czas w morde ale nogi świeże po parodniowym wypoczynku to podawały nie najgorzej. Z Blankensee do Grunhof. Tam odbiłem szosą na południe do Locknitz. W centrum miasta postój na szamanko i dalej na południe trasą, którą pokazał mi Krzysiek. Pierwsz raz przejechałem ją w odwrotnym kierunku i muszę przyznać, że jest chyba jeszcze atrakcyjniejsza. Niestety tuż za Locknitz kolano znów się odezwało i naprawdę przeklinałem decyzję o dzisiejszym wypadzie. Jednak gdy minęłem granicę w Lubieszynie i skierowałem się na Szczecin ból znacznie zmalał. Gdy dojechałem do Dołuji nie mogłem się powstrzymać: wiatr w plecy, lekkie pagórki... no i jak tu się trzymać wyznaczonej strefy i nie pocisnąć hehe. Uległem pokusie i podkręciłem do 40km/h.

Ogólnie kilometrów zbyt dużo się nie uzbierało. Pogoda bardzo wietrzna i najczęściej wiało niekorzystnie, dodatkowo jeszcze to kolano i kac. Górki za Locknitz trochę podniosły puls i to tam zrobiłem maxa na podjeździe z blatu.

HZ: 18%
FZ: 63%
PZ: 18%

Pagórki za Pampow © maccacus


Kocur w Locknitz © maccacus


Centrum Locknitz i wyjazd na Retzin © maccacus


Takie fajne pagórki są w rajchu, i jeszcze jak malowniczo :) © maccacus


A nad Szczecinem ciemne chmury - przejście graniczne Linken/Lubieszyn © maccacus

Trening #13 Jak ciepły, letni deszcz... :D

Poniedziałek, 20 czerwca 2011 · Komentarze(3)
Dzisiaj wybrałem się w końcu na jazdę z koksami, czyli Romkiem, Krzyśkiem i Erykiem, który wstydzi się założyć konto na bikestats.
Spotkaliśmy się na Głębokim, gdzie poczekaliśmy (wcale nie krótko ;)) na Krzyśka, ale obowiązki w pracy, rzecz zrozumiała. Jak ekipa się skompletowała ruszyliśmy przez Dobrą na Blankensee. Potem w szybkim tempie falbankami do Bismark i stamtąd do przejścia granicznego Lubieszyn/Linken. Odbiliśmy na południe do Grambow a potem na zachód w kierunku Locknitz.


Romek i Krzysiek w nieco impresjonistycznym ujęciu :)


Jest i Eryk

Kilka minut po tej "sesji" gdy zaczęły się fajne, dynamiczne pagórki a tempo wzrosło do 40km/h złapało nas oberwanie chmury. Deszcz nie padał... on napierd....ł! Ale było dobrze, nogi puchły, w oczach piasek spod kół, twarz w piegach, tempo ostre - będzie o czym wnukom opowiadać :D
Po kilkunasto (kilkudziesięciu?) minutach i przymusowym postoju na jakimś niemieckim przystanku wyszło słońce i po mokrych asfaltach ruszyliśmy do Locknitz. Dalej na Rothemkempenow, Grunhof, Pampow, Blankensee i do Dobrej.
Dzięki Koledzy za fajny wyjazd i doborowe towarzystwo, do następnego!




A teraz ide wszamać jakiegoś stejka.

HZ: 20%
FZ: 42%
PZ: 37%

Film z trasy reżyserowany przez Polańskiego ;)

Trening #12: jestem w lesie :D

Sobota, 18 czerwca 2011 · Komentarze(4)
Z formą znaczy się hahaha...
Ale o tym troszkę później, najpierw kilka słów wprowadzenia.

Dzisiaj w końcu udało nam się ustawić z Krzyśkiem na wspólne kręcenie. Miała być jeszcze trójka (Romek, Magda i Eryk, który nie chce założyć konta na BS ;)) ale nie pewna aura sprawiła, że zrezygnowali.
Pogoda z resztą do najprzyjemniejszych dzisiaj nie należała. Mocny wiatr, wirujące wokoło postrzępione, cieżkie, deszczowe chmury nie ułatwiały i tak ciężkiej (z powodu tempa jakie narzucił kolega ;P) jazdy. Pojechaliśmy na przejście w Buku, potem zmarszczkami od Blankensee do Bismark. Następnie zwrot w Linken na Grambow, na południe i znów zmagania w wmordewindem. Prędkość niezbyt duża (29-31km/h) a dawała mi ostro w kość. W Grambow skręciliśmy na Retzin (wmordewind zamienił się w boczny), a potem na szosę do Locknitz (tam już wiało w plecy).
Przed Locknitz na jednym ze wzgórz zrobiliśmy krótki postój na fotki.


Sprawca moich jutrzejszych zakwasów :D



Długo kluczyliśmy pomiędzy takimi chmurami ale w końcu nas dopadły...


Z Locknitz pojechaliśmy do Rothemkempenow gdzie miło zaskoczył mnie świeżo położony nowiuśki asfalt. Pamiętam jeszcze z zeszłego roku, że był tam niezbyt udany kilkukilometrowy odcinek płyt i asfaltu poprzecinanego poprzecznymi bruzdami a teraz... bajka.
Z Rothemkempenow przez Grunhof, Pampow i Blankensee z powrotem do Polski. Dalsza droga już bardziej rozjazdowo.

Muszę przyznać, że Krzysiek nieźle przewartościował mi samoocenę mojej formy :). Z góry przepraszam, że tak mało wychodziłem na zmiany ale puls mi szalał i pewnie jeszcze w poniedziałek i wtorek będe czuł efekty dzisiejszego wypadu, możesz być z siebie dumny haha.
Było kilka momentów, że ledwo utrzymałem koło. Generalnie brakuje mi szybkości i siły na sprintach jak kolega zaciągał do 40stki. Ale małymi kroczkami do celu... :)
Gdy brałem prysznic kilka minut po powrocie czułem się jak po moim osobistym Paris-Rubaix: rower usyfiony, nogi z gumy, błoto spływające po łydkach i obolały tyłek... Ale wypad oceniam megapozytywnie!! Jak to mówią: no pain, no gain!

HZ: 10%
FZ: 25%
PZ: 64% hahahaha

Trening #11 lekko

Piątek, 17 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Wybrałem się dopiero po 18stej. W sumie to była dobra decyzja bo wichura trochę się wyciszyła. Trasa: Szczecin-Głębokie-Tanowo-Dobieszczyn-Glashutte-Grunhof-Pampow-Blankensee-Buk-Dobra-Wołczkowo-Głębokie-Szczecin. Taki standard gdy mam mało czasu.

Plan był aby jechać lekko i stabilnie, HR w zakresie 65-80% HRmax. Ostatnie 5 kilometrów przez miasto mocniej, szarpane tempo.
HZ: 9%
FZ: 80%
PZ: 10%

Trening #10 mocno

Środa, 15 czerwca 2011 · Komentarze(3)
Ostatnio były dwa dni przerwy więc napalony byłem na rower niesamowicie. Prace skończyłem o 17, szybko do domu, talerz zupy z makaronem, pompowanko, zebranie gratów i przed 18 byłem już na trasie. Jako paliwo: w bidonie woda mineralna z miodem i magnezem a w kieszeni mleczko w tubce (sprawdzone ostatnio, pierwsze testy obiecujące ;P).
Tradycyjnie na początku lekko, rozgrzewkowo i szczerze mówiąc ten "prolog" nie napawał mnie optymizmem na dzisiejszy trening: nogi ciężkie, ospałe, cieżko rozbujać do 30stki... Myślę sobie no trudno, trza jechać, może jakoś się rozkręcą.
Ruszyłem na Głębokie. Tam w sklepiku zaopatrzyłem się jeszcze dodatkowo w małą butelkę wody niegazowej, którą prawie całą od razu opróżniłem. Potem niezbyt przeze mnie lubianą ścieżką do Tanowa a potem już nuuuuuuuudny i dłuuuugi odcinek do granicy w Dobieszczynie. Po drodze łyknęłem kogoś na trekingu z aspiracjami szosowymi, całkiem żwawo pomykał. Wyminął mnie później gdy miałem postój na granicy ale po dwóch minutach znów ruszyłem w "pościg". Lubię kręcić, jak jest kogo gonić, zawsze to jakaś motywacja i człowiek dostaję dodatkowego pałera.
Po kilku kilometrach skręciłem na Glashutte. Mniej więcej od tego rozjazdu (30km) czułem, że w końcu się fajnie rozgrzałem. Pulsometr wskazywał jazdę na granicy stref z lekkim akcentem na wysiłek nad progiem tlenowym. Pot ściekał po okularach ale nogi dobrze podawały a ciało dobrze się czuło - moc nie spadała wraz z kolejnymi kilometrami, a wręcz przeciwnie. Nie zapominałem też o regularnym nawadnianiu i szamaniu na trasie małych porcji mleczka - nie wtedy kiedy zachce mi się pić/jeść, ale na zaś. Mam wrażenie, że dzięki temu nie odczułem uczucia głodu czy permanentnego spadku mocy. Będe musiał przetestować te menu na kolejnych średnich i dłuższych trasach.
Wracając do trasy: minąwszy Glashutte szybka dzida do Grunhof, dalej ściężką rowerową do Pampow. Zmarszczka przed Pampow wzięta dynamicznie i szybko i bez większego zmęczenia. Następny przystanek to Blankensee a potem odbiłem na pofałdowaną ściężkę do Hohenfelde. Stamtąd na Bismark i ściężką wzdłuż szosy do przejścia granicznego w Lubieszynie. Początkowo miałem odbijać w Dołujach na Bezrzecze ale zrezygnowałem z tego pomysłu ze względu na słabą nawierzchnię. Pojechałem więc główną szosą aż do rogatek Szczecina. Tempo od Lubieszyna w przedziale 35-44 km/h. Bardzo bałem się na tym kawałku odcięcia, ale nogi były całkiem świeże. O dziwo aż do "mety" w centrum Szczecina jechało się naprawdę dobrze.

HZ: 4%
FZ: 34%
PZ: 61%

Tętno max na podjeździe przed Pampow.

Trening #9 znów za krótko...

Czwartek, 9 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Dzisiaj miałem zamiar szybko się uszykować i jak najszybciej wyjechać. Niestety w pracy się trochę przedłużyło a zanim napompowałem koła, zjadłem coś nie coś, ubrałem się to było już przed 18 :(. A w planach była co najmniej 70tka :/
Ruszyłem w kierunku Wołczkowa. Wiatr z północnego zachodu zniechęcił mnie do skręcania w stronę Hintersee, ruszyłem więc na południe w kierunku Lubieszyna. Do Blankensee tempo raczej słabe a AVS wskazywał 28 km/h. Po odbiciu na południe wiatr zaczął lekko pomagać i nogi się rozgrzały. Potem od Lubieszyna szosą aż na Ku Słońcu z dobrą przelotową 37-40 km/h, którą niewątpliwie zawdzięczam pomocy sił natury ;P
Pierwszą połowę trasy przejechałem zachowawczo starając się nie przekraczać 80% HRmax (kurde trudno się powstrzymać hehe). Drugą połowę, gdy już byłem pewny, że nic dłuższego nie wyjdzie pocisnęłem mocniej na granicy lub lekko powyżej tlenu. Po powrocie do Centrum spisanie danych z licznika i lekki rozjazd na Błonia.
W weekend szykują się odwiedziny u rodziców więc nici z czegoś konkretniejszego... Odbije sobie za tydzień :)

HZ 6%
FZ 52%
PZ 40%


Roket fjuel - i nie ma lipy ;P

Trening #8

Wtorek, 7 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Krótko bo po pracy nie mam zbyt dużo czasu. Ale lepsze 1,5 godziny niż nic :)
Pierwszy raz z pulsometrem. Nie jechało mi się jednak dzisiaj zbyt dobrze. Raz, że byłem dosyć zmęczony po pracy, a dwa: obżarłem się niesamowicie tuż przed treningiem i przez cały czas miałem okropne uczucie kowadła w żołądku.
Pętla: Centrum, Bezrzecze, Dołuje, Lubieszyn, Bismark, Hohenfelde, Blankensee, Buk, Dobra, Wołczkowo, Głębokie, Centrum.

HRmax - 185 (ostatni odcinek podjazdu na Bezrzecze)
HRśr - 151
HZ - 9%
FZ - 70%
PZ - 21%

Pulsometr :)

Poniedziałek, 6 czerwca 2011 · Komentarze(7)
Dziś zdecydowałem się zakupić pulsometr. Wykręciłem już w tym sezonie ponad 3000 kilometrów i myślę, że najwyższy czas aby zacząć kontrolować to "jak" te kilometry wykręcam. Na razie w kwestii interpretowania danych z pulsometru jestem słaby, ale szybko się uczę :D.
Pulsometr kupiłem na miejscu, w stacjonarnym sklepie bo tyle się naczytałem o różnych wadach i problemach z tymi pożytecznymi urządzeniami, że wolałem mieć możliwość bezproblemowej wymiany w razie czego. Polowałem na Sigmę PC15 ale w sklepie niestety mieli PC3 (zbyt ubogi), PC9 (główny konkurent faworyta, tańszy i prawie tak samo wyposażony) i jakieś bodajże Onyxy za ponad dwie paki. Ostatecznie zdecydowałem się na PC9. Z tego co zdążyłem się zorientować od PC15 różni ją tylko brak podświetlenia, zapisu HRmax i stopera. Najbardziej szkoda mi zapisu HRmax ale trudno, przeżyję. Ma strefy, można ustawiać je ręcznie, liczy średni puls, kalorie, sygnalizuje dźwiękiem przejście z jednej strefy do drugiej czyli wszystko to czego potrzebuję w moim amatorskim rowerowaniu.
Oczywiście mimo tego, że ciuchy się piorą po wczorajszych piaskach musiałem wyskoczyć na chwilę przetestować sprzęta w boju hehe ;)


Nowa zabawka ;P

Trening #7

Sobota, 4 czerwca 2011 · Komentarze(2)
Dzisiaj typowo treningowo. Pogoda fantastyczna choć mogłoby być trochę chłodniej, bo po kilkunastu minutach byłem mokry. Wyjechałem o 9:30 i pojechałem na Bezrzecze a następnie mało ruchliwą drogą do Dołuji. Tam skręciłem na Lubieszyn i po przekroczeniu granicy zjechałem na ścieżkę rowerową do Bismarck. Potem drogami śródpolnymi do Hohenfelde a następnie fajną, pagórkowatą ścieżką rowerową do Blankensee. Na tej właśnie ścieżce na którymś pagórku minęłem się z peletonem chłopaków z Głębokiego, na oko kilkunastu kolarzy. Pierwszy postój zrobiłem w Pampow. Pięć minut na sewendejsa, piciu i odpoczynek dla tyłka było w sam raz. Po posiłku ruszyłem na Grunhof. Przy wyjeździe na szosę do Glashutte zobaczyłem jakiś kilometr przede mną rowerzystę, nie wiedziałem jednak czy to jakiś turysta czy szosowiec. Tak czy inaczej postanowiłem go doścignąć :). Złapałem go dopiero kilka kilometrów dalej za Glashutte gdy zjechał z szosy na ścieżkę. Szczęśliwie ujeżdżał kolarkę, więc była szansa na współpracę. Przywitałem się, pokręciliśmy parę minut w rekreacyjnym tempie wyprzedzając co chwila sakwiarzy, a dużo ich dzisiaj było. Jak zrobiło się w miarę pusto weszliśmy na obroty i przez następne 16-17 km jechaliśmy we dwójkę na szybkich, krótkich zmianach co 500-800 metrów. Pomimo niesprzyjającego wiatru w drodze z Dobieszczyna do Szczecina udało się utrzymać przyzwoite i stabilne tempo. Przed Tanowem kolega urwał się na Police aby dokręcić kilometrów, podziękowałem za jazdę i ruszyłem do domu, znów solo. Przed Pilchowem musiałem się zatrzymać na dosłownie chwilę aby zjeźć trochę czekolady bo nogi nagle osłabły. Wyszedł brak postoju na granicy jaki planowałem na uzupełnienie kalorii, ale że dobrze się jechało z kolegą to odpuściłem. Po słodkościach siły trochę wróciły, ale stosunkowo mocne tempo poprzednich 60 kilometrów nie pozwalało już w pełni się rozkręcić.
Ogólnie do 60tego kilometra jechało mi się dzisiaj wybornie, w Tanowie AVS wyniosła 30,8 km/h - jest progres :)
I najważniejsza sprawa: kolano nie bolało! Rozciąganie mięśni, obowiązkowa rozgrzewka przed treningiem i rozjazd po dają chyba efekty.
Czas poważnie zacząć myśleć nad pulsometrem.

W grajku Underworld:


Trening #6 Krótko

Niedziela, 29 maja 2011 · Komentarze(0)
Niestety dzisiaj znów krótko. Wczoraj impreza, dzisiaj lekki ból głowy i napięte plany na niedziele, ale udało mi się urwać godzinę dla siebie. Połowę drogi okropny wiatr w twarz, 1/4 z wiatrem a 1/4 z bocznym.