Wpisy archiwalne w kategorii

Rundy treningowe

Dystans całkowity:22004.34 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:767:24
Średnia prędkość:28.62 km/h
Maksymalna prędkość:67.90 km/h
Suma podjazdów:62724 m
Maks. tętno maksymalne:199 (101 %)
Maks. tętno średnie:183 (92 %)
Suma kalorii:552552 kcal
Liczba aktywności:392
Średnio na aktywność:56.13 km i 1h 57m
Więcej statystyk

Trening #27 coś się rusza...

Poniedziałek, 15 sierpnia 2011 · Komentarze(2)
...do przodu z moją kondycją. Pomimo całkiem konkretnego, rodzinnego melanżu zeszłej nocy urwałem dziś dla siebie 2 godzinki.
Celem była stabilna jazda w strefie aby znów przetestować jak się nogi i reszta mają. Pierwszym miłym zaskoczeniem był normalny puls - wartości były typowe dla moich wcześniejszych treningów. Nogi też dobrze podawały jakby się obudziły wczorajszą wycieczką. Trasa krótka bo z nowego mieszkania mam bliżej na swoją ulubioną pętlę i niestety urwało mi się z tego kółka kilka kilometrów:
Szczecin->Pilchowo->Tanowo->Dobieszczyn->Glashutte->Grunhoff->Mewegen->Blankensee->Buk->Dobra->Wołczkowo->Bezrzecze->Szczecin

Już na Bezrzeczu minął mnie z przeciwka rowerzysta, który okazał się być moją dziewczyną (zamroczony ostrym treningiem byłbym jej nie poznał gdyby mi nie pomachała! :D). Wyjechała mi na spotkanie więc pojechaliśmy jeszcze pokręcić się na mieście a ja zrobiłem sobie rozjazd (nie ujęty w statystykach).

Jestem zadowolony z dzisiejszego wypadu, bardzo dobrze się jechało, samopoczucie też ok no i udało się generalnie uniknąć przepalenia. Szkoda tylko, że po 50tym kilometrze wyraźnie czułem, że zaczyna mi odcinać prąd. Myślę jednak, że wraz z kolejnymi treningami problem zniknie i wszystko wróci do normy.

HZ: 3%
FZ: 73%
PZ: 25%

Trening #26

Sobota, 6 sierpnia 2011 · Komentarze(6)
Niestety ostatnio nie mam za dużo czasu co mnie niezmiernie wkurza... Były plany co do systematycznego treningu ale plany to jedno, a życie drugie.
Nakręcony emocjonującą końcówką 7 etapu TdP postanowiłem trochę pokręcić korbą.
Stery dalej strzelają :/. Ogólnie ostatnio maszyna zrobiła się irytująco głośna.
Krótka runda na Bartoszewo, Dobrą i z powrotem. W drodze powrotnej zaliczony podjazd na Osów (przejechany w tętnie ok 170 przy przelotowej 17-20 km/h). Słabiej niż zazwyczaj ale dzięki temu zdecydowanie stabilniej i po osiągnięciu szczytu mogłem od razu w miarę świeży ruszyć w dół.
Mimo to na trasie tętno wciąż wysokie. Stabilniejsze niż ostatnio ale cały czas monitor wskazywał jazdę w strefie mieszanej i lekko powyżej.
O dziwo noga jednak podawała wyśmienicie i nie czułem specjalnego zmęczenia. Gdyby nie pulsometr to powiedziałbym, że jechało się bardzo świeżo i dobrze.
Po drodzę kilka finiszów i mocniejszych odcinków. Przepaliłem się równo chociaż tego nie czuję. Tętno średnie - 162 hahahaha :D

Trochę zjeżyli mnie rowerowi turyści na ścieżkach - a to się zatrzymują i zajmują całą szerokość, albo jadą ławą we trójkę w tempie jakie osiągam na piechotę. Trochę się nakrzyczałem ostrzegając o swojej obecności...

HZ: 4%
FZ: 39%
PZ: 56%

HRmax na "lotnej premii" ;P

;]

Trening #25 regres...

Czwartek, 4 sierpnia 2011 · Komentarze(3)
W weekend było wesele, potem poprawiny. Dwa razy całodniowa podróż w jedną i drugą stronę, nie przespane noce, przeprowadzka... Niby urlop a czuję się wykończony.
Dzisiaj wyjechałem sobie sprawdzić jak się ma forma.
Ponad tydzień przerwy od roweru zrobił jednak swoje. Niestety na minus, choć miałem cichą nadzieję, że pauza odświeży nogi.
Dzisiaj pokręciłem na Głębokie i dalej na Dobrą, Bartoszewo, Pilchowo, Głębokie, podjazd na Osów, zjazd (i próba wypracowania pozycji zjazdowej) i powrót do domu.
Wyszło prawie równe 40 km.
Tempo słabe choć puls szalał. Momentalnie wychodził ponad strefę gdy tylko zbliżałem się do prędkości przelotowych sprzed przerwy. Bardzo łatwo osiągałem wartości 180 i powyżej (np. na sprintach, twardszych hopkach), które wcześniej rejestrowałem tylko przy naprawdę mocnym wysiłku. Z resztą srednie tętno mówi wszystko (159 a przed rozjazdem do domu na trasie osiągnęło 160!). Lipa :/
Po 20stym kilometrze nogi się rozkręciły i jechało się normalnie ale niestety pulsometr alarmował, że organizm odzwyczaił się od wysiłku.
Trzeba będzie się pomału odbudować...

Następnym razem na pewno będzie lepiej :)

Przed wyjazdem rozkręciłem jeszcze stery bo po obdukcji to prawdopodobnie one tak strasznie strzelały - pewnie po tej 250tce w deszczu. Powycierałem bieżnie, wyczyściłem wianki (a było z czego czyścić...) i nałożyłem świeży smar. Początkowo nie pomogło i nieźle się wkurzyłem, że pół godziny grzebania było na marne ale po kilku kilometrach wszystko się ułożyło i jest w miarę cicho. Tak czy inaczej na przyszły sezon pewnie trzeba będzie wymienić bo bieżnie już troszku zajechane i jest parę małych wżerów.

P.S. Zważyłem też cytrynę i po wyliczeniu średniej z kilku pomiarów wychodzi coś koło 10,4 kg. Ani mnie to cieszy ani wkurza - spodziewałem się takiej wagi.

HZ: 9%
FZ: 43%
PZ: 49%

Trening #24 Ciężka noga

Wtorek, 26 lipca 2011 · Komentarze(1)
Nic specjalnego. Pierwszy raz w siodle od sobotniego survivalu. Nogi ciężkie choć wydawało mi się, że się już zregenerowały. Niestety trudno dziś było wejść na obroty, bardzo słabo szły podjazdy, słabo jakoś generalnie :/
Jutro, jeśli czas pozwoli, zrobię lekki rozjazdowy trening. W weekend wyjeżdżam na drugi koniec Polski, niestety bez roweru, ale może wyjdzie mi na dobre taka kilkudniowa przerwa żeby się porządnie "odbudować".
Zauważyłem jednak, że od kilku tygodni nieco obniżyła mi się kadencja. Kiedyś bardziej młynkowałem a ostatnio polubiłem odrobinę twardsze przełożenia. Ciekawe co to oznacza.

Trasa: podjazd Duńską (jakieś dziwne skurcze mnie łapały od wewnętrznej strony ud), potem w kierunku Miodowej do Głębokiego, Tanowo, Bartoszewo, Dobra, Wołczkowo, Bezrzecze, Pogodno i przez Mickiewicza powrót do centrum.

Rower skrzypi tu i tam po kilkugodzinnym moknięciu... :/

HZ: 4%
FZ: 64%
PZ: 31%
HRmax 185 - podjazd na Duńskiej

Na klasykę mnie wzięło:

Trening #23 Beznadzieja...

Środa, 20 lipca 2011 · Komentarze(7)
Dzisiaj był jeden z najgorszych (a może najgorszy?) tegorocznych moich wypadów. Złożyło się na to kilka czynników...
Pojechałem sobie na Głębokie od strony Duńskiej. Tutaj pierwszy szok... 7% podjazd wzdłuż Duńskiej był dla mnie istną męczarnią. Wiatr prosto w mordę był tak silny, że wystarczyło na moment przestać kręcić i rower stawał w miejscu. Na młynkowałem się i napociłem, ale jakoś wjechałem. Potem wypłaszczenie i dalej lekko pod górę z wmordewindem. Tempo spada na łeb na szyję, odzywają się uda przypominając jeszcze o poniedziałkowych górkach. No nic, jadę dalej. Potem w końcu zjazd miodową. Zaczął się fatalnie. Po kilkuset metrach nie zauważyłem studzienki (a raczej źle oceniłem jej "wyrównanie" z jezdnią) i przydzwoniłem tak mocno, że mi bidon wyleciał. W pierwszej chwili pomyślałem: no ładnie... pewnie po kołach, może rama gdzieś pękła. Na szczęście po zatrzymaniu sprawdziłem rower i koła nie dostały bicia, rower wydawał się być cały więc podniosłem poprzecierany bidon i pojechałem dalej. Na samym dole, już na wypłaszczeniu, jakiś bus mnie wyprzedzał pomimo nadjeżdżającego z przeciwka auta. Oczywiście aby uniknąć kolizji zepchnął mnie prawie na krawężni, cudem udało mi się uniknąć kraksy. Dogoniłem go na światłach na Głębokim i opierd..... tak soczyście, że wszyscy wokoło, łącznie z ludźmi czekającymi na pętli się obejrzeli. Wkurzyłem się masakrycznie i przeszła mi cała ochota na jazdę. Dalej już toczyłem się próbując uspokoić nerwy a po kilku kilometrach zaczęłem realizować założenie treningu czyli 1,5 godziny jazdy bez szarpania przy obciążeniu 70-75% HRmax (zgodnie z zaleceniami Trenera). Pojechałem na Bartoszewo a potem na Dobrą, Głębokie i do domu, do centrum.

Beznadzieja...

HZ: 26%
FZ: 62%
PZ: 8%

Trening #22 A miał być rozjazd... :)

Poniedziałek, 18 lipca 2011 · Komentarze(3)
Tak tak, takie było założenie. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że faktycznie tego rozjazdu potrzebowałem. Po wczorajszej wycieczce w sumie nogi tego mocno nie odczuły. Przejdźmy jednak do meritum...
Rano odezwał się Romek z propozycją wypadu wieczorem. Planowałem dziś pokręcić więc odpowiedź była jednoznaczna. Umówiliśmy się na Głębokim o 17. Po pracy szybkie szamanko, przygotowanie maszyny i w drogę. Jadę sobie Wojska Polskiego, startuje spod świateł i równa się ze mną jakiś terenowy pickup... jakiś gość przed otwarte okno pasażera coś się do mnie drze. Myślę sobie, kur...., znowu jakiś pajac ma wąty, że za daleko od krawężnika jadę? Już miałem rozpocząć polemikę ale patrze... a to Krzysiek, który wracał z roboty i niestety nie załapał się na trening, kwestionował tempo w jakim się poruszam :D
Na Głębokiem przywitałem się z Trenerem i ruszyliśmy na Blankensee. Tempo jak to Romek opisał "spokojne" czyli dla mnie puls w okolicach 130-150 :). Potem w Blankensee trochę przepalanki na falbankach. W Bismark odbiliśmy na Linken i dalej na Grambow. Wiatr mocny, w mordę, ale przecież "wiatru nie ma, wiatru nie ma" ;)
Za Grambow zaczynają się powoli górki i Trener instruuje mnie, jak je pokonywać zna stojąco z dolnego chwytu. Próbuję, działa :) Kwestia wyćwiczenia i dostosowania jeszcze tej techniki ale można mocniej, niż klasycznie.
Tak sobie skakaliśmy po tych górkach, chwilami puls wystrzeliwywał powyżej 180 ale szybko się normował - to cieszy.
W Locknitz przerwa na batonika i pogaduch ciąg dalszy. Dalej na Rothemkempenow i na Grunhof. Prosta gładka droga więc tempo wzrosło. Początkowo 34-35 aby na końcówce Romek podbił do 39-40 km/h. Starałem się wychodzić na zmiany ale w tlenie takiej prędkości w tamtych warunkach nie byłem w stanie utrzymać, to też po ok. kilometrze schodziłem odpocząć. Na kole puls się normował i spokojnie szło utrzymać 140-150... Dopiero po 10tym kilometrze i wzrastającym tempie nawet na kole jazda była już na progu.
Za Grunhof zmarszczka. Na zmarszczce jakiś "ucieknier" na szosie. Podjazd zgodnie z instrukcjami trenera na twardo, poszła rura jak dla mnie i nie spadło poniżej 30stu, podczas gdy samemu rzadko kiedy podjeżdżam tam powyżej 27 :) Romek parę metrów z przodu i chęc skasowania na podjeździe uciekniera mocno mnie jednak zdopingowała i nie odpadłem. Od Blankensee w sumie rozjazdowo aż do Głębokiego gdzie zaatakował nas gang trzech MTBowców z Krzyśkiem na czele, który dzisiaj wolał rozkoszować się piaskami i komarami w lesie aniżeli gładkmi jak lico dziewczyny asfaltami w Dojczach :D

Bardzo fajny trening choć jak dla mnie chwilami mocny i mimo silnego wiatru średnia też nie najgorsza. Nierzadko wychodziłem poza próg ale raz na jakiś czas warto się tak mocniej przejechać. Dzięki Romek za garść rad i cennej wiedzy!
Do następnego :)

HZ: 15%
FZ: 51%
PZ: 32%
HRmax na którejś hopce.
W dystansie nie uwzględnione 14 km rozgrzewki i rozjazdu, licznik start i stop na Głębokim


Jeden z najprzyjemniejszych dla kolarza widoków :D

Trening #18 Nudny standard

Wtorek, 5 lipca 2011 · Komentarze(4)
Standardowa pętla: Szczecin, Dobieszczyn, Glashutte, Mewegen, Blankensee, Buk, Szczecin

Dzisiaj zwyczajne kręcenie w mocniejszym tempie. Monitorek mnie pilnował, żebym nie przeginał ale i tak było kilka odcinków gdzie się trochę przypaliłem.
W drodze powrotnej wsiadło mi na koło dwóch "górali", oczywiście na zmiany nie wychodzili :D, tylko cień ich zdradzał i głośno pracujący napęd. Pociągnęłem ich pod Głębokie i zerwałem na sprincie do skrzyżowania.
W bidonie carbo i kolejna próba przyzwyczajenia się do tej mikstury. Smakuje to to jak rozwodniony sok pomarańczowy z domieszką mąki ziemniaczanej... Isostar lepiej mi podchodził.

HZ: 6%
FZ: 73%
PZ: 22% - ach ten mój brak samodyscypliny ;P

Trening #17 Podjazdy

Piątek, 1 lipca 2011 · Komentarze(1)
Zimno i wieje, obżarłem się pizzą, ale trza było dupsko ruszyć.
Aura odstraszała skutecznie od dalekich wypadów więc postanowiłem porobić dłuższe podjazdy.
Jako żałosny symulator Mont Ventoux wybrałem sobie podjazd ulicą Miodową na Osów hahaha. Zrobiłem go dwa razy na przemiennie z mocnymi zjazdami co dało efekty w postaci miękkich nóg. Puls przy podjazdach dość stabilny 172-178. Na zjazdach mocno - szybował ponad 180 (HRmax 186ud/min). Potem runda do Dobrej, nawrót na rondzie i z powrotem. Po drodze kilka tempówek a na koniec Osów jeszcze raz na "dojechanie".
Nie nawidzę tego typu ćwiczeń i zawsze będę się do nich po prostu zmuszał. Mam nadzieję, że dadzą efekty. Cieszył mnie szybki powrót tętna do spokojnych wartości.
Samopoczucie raczej słabe. Pierwsza połowa treningu zamulona przez pizzę, jaką pożarłem godzine przed. Potem się ułożyło i było lepiej.

HZ: 24%
FZ: 44%
PZ: 32%

Trening #16 jest nieźle

Wtorek, 28 czerwca 2011 · Komentarze(2)
W sumie miałem wyruszyć dopiero w środę, po dwóch dniach odpoczynku od weekendowego kręcenia, ale jutrzejsze obowiązki w pracy przekreśliły moje wstępne plany.
Trasa: Głębokie, Tanowo, Dobieszczyn, Glashutte, Grunhoff, Pampow, Blankensee, Bismark, Lubieszyn, Dołuje, Szczecin.
Dzisiaj miało być bez szaleńst, typowo w tlenie, dostosowując tempo do wskazań pulsometru a nie licznika ;). Pierwsze 30 kilometrów do granicy nieźle, choć bez rewelacji. Przelotowa w okolicach 29-32 km/h, wiatr niezbyt silny ale typowo w ryj, sporo odcinków w dolnym chwycie.
Od granicy z małą pomocą boczno-tylną. Tu już się rozgrzałem i udało mi się kręcić w okolicach 33-35km/h bez wychodzenia z tlenu, co mnie niezmiernie cieszy. Zauważyłem, że bardzo dużo zależy od prawidłowego oddychania przy mocniejszych akcentach. Wystarczy wziąść kilka głębszych wdechów przed małym podjazdem czy hopką i można kontrolować tętno tak aby nie wyszło poza zakres bez wyraźnego zmniejszania tempa, idzie to wyczuć. Tak sobie jechałem na południe aż dojechałem do Bismark i tam skręciłem znów na wschód na Lubieszyn. Sądząc po flagach przy drodze wiatr był typowo boczny ale dmuchało tak, że momentami musiałem zwalniać do 27-28km/h a i zdarzyły się odcinki górek z przelotową 25km/h i pulsem w okolicach 170... Generalnie wiało dziś sprawiedliwie: po równo w twarz i plecy :).
Powrót od Mierzyna tradycyjnie mocniej, bo tam jakieś są fajne ku temu warunki hehehe.
Ogólnie jestem bardzo zadowolony, widzę progres (mały bo mały, ale zawsze). Trening praktycznie całkowicie w tlenie (nie licząc kilku akcentów) a średnia, jak na mnie, nie najgorsza :).

HZ: 6%
FZ: 77%
PZ: 16%

HRmax na hopce na trasie Grunhof-Pampow.

Trening #15 Beton

Niedziela, 26 czerwca 2011 · Komentarze(1)
Słabo było, noga nie podawała, już w czasie rozgrzewki czułem, że będzie średniawka. Ogólnie trening mocny choć średnia... średnia :)
Dzisiejszy wypad we dwójkę, z Danielem, z którym dawno nie jeździłem. Ma chłop parę w nogach, skoro po miesiącu przerwy i przejechanych w tym sezonie 200km zaciągał po płaskich do 35-36km/h i to bez pomocy wiatru, a czasem nawet z wmordewindem.
Mi dzisiaj jak już wspominałem niezbyt się kręciło. Od 30 kilometra skończyły się pogawędki i zaczęliśmy zmiany, szły dość sprawnie ale puls szalał, widać organizm nieco przemęczony.
Trasa: Głębokie, Dobra, Buk, Blankensee, potem jakieś tajne trasy między wioskami, Mewegen, Rothemkempenow, Locknitz, Retzin, Grambow, Linken, Dołuje, Bezrzecze, Wołczkowo, Głębokie, Centrum.

HZ: 13%
FZ: 46%
PZ: 39%
HRmax na sprincie do tablicy, chyba w Grunhof.

Daniel i jego Colnago - na trasie Grambow-Linken © maccacus